Alchemia a medycyna dawna

Pokrzyk, rosiczka i przywrot to zioła cieszące się u dawnych polskich alchemików wielkim poważaniem.

Podobnie jak alchemia orientalna, alchemia zachodnia obiecywała długowieczność za życia i nieśmiertelność po śmierci. Według alchemicznych przekazów, niejaki Derwisz Uzbek mając 100 lat, wyglądał jak 30-latek. Wiek 250 lat miał osiągnąć Mikołaj Flamel1. W dokumentacji średniowiecznych sądów często pojawiają się starcy o długości życia wręcz bajecznej2; w XVII wieku granice wytyczano na podstawie zeznań „starożylców”.

Średnia długość życia staropolskich senatorów oscylowała między 50 a 60 lat; jest jednak ciekawy przypadek marszałka wielkiego koronnego Mikołaja Wolskiego, który dożył lat 77 lub 80, a większą część życia parał się alchemią. Rzecz ciekawa, w 1868 roku Ludwik Zarewicz uzyskał zgodę od kamedułów na Bielanach pod Krakowem na otwarcie grobu marszałka. Ze zdumieniem stwierdził, że Wolski w chwili śmierci miał dwa rzędy dobrze zachowanych zębów3 I za naszych czasów w prasie ukazują się tajemnicze dość artykuły na temat niesamowicie długowiecznych osób4. Często są to zwykłe kaczki dziennikarskie. Jest jednak faktem, że Japończycy mają najwyższy na świecie – bo aż 1,5 % – odsetek ludzi, którzy przekroczyli sto lat życia. Przypisuje się ten fakt m. in. tradycyjnej diecie i medycynie, która korzeniami tkwi w alchemii.

Przed wojną Jan Zawidzki zbadał długowieczność chemików polskich. Okazało się, że naukowcy w Polsce żyją krócej, niż naukowcy np. we Francji. Tłumaczył to złymi warunkami pracy naukowej. Najciekawsze jest jednak to, że tylko ci chemicy dożywali sędziwego wieku, którzy praktykowali swe rzemiosło wcześniej, niż w 1850 roku. Mam tu na myśli Ignacego Domeykę, Józefa Bełzę, Teodora Torosiewicza i Ignacego Fonberga5.

Podejrzewać wolno – jakkolwiek nie ma tu żadnej zależności statystycznej – że chemia z pierwszej połowy XIX wieku była ciągle jeszcze czymś zupełnie innym, niż ta znana nam dzisiaj. Musiała ona mieć jeszcze sporo elementów alchemii wieku XVI, kiedy to działali i publikowali „alchemicy nieśmiertelności”, tacy jak Jan Ursinus, Jerzy Glaber z Kobylina i Marcin Siennik6.

Ten ostatni  – główny bohater mojej witryny – był jednym z pierwszych, którzy publikowali w języku polskim, „dla gminu”. Element ognia porównywał do krwi, powietrza – do natury cholerycznej, wody – do flegmy, a ziemi – do uczucia melancholii. Pisał, że „żołądek jest ci Podskarbi wszytkiego zdrowia”. Najlepszym lekarstwem było według Siennika umiarkowanie w jedzeniu i piciu (patrz Lekarstwa doświadczone). Podobnie, jak hinduscy jogini, porównywał Siennik sen do śmierci7. Zgodnie z alchemiczną tradycją ostrzegał przed nadmiernym folgowaniem Wenerze, gdyż „Kiedy nasienia człowieczego więcey wynidzie niźli przyrodzenie potrzebuje barziey zemdli siłę przyrodzoną niźliby tyle czterdzieści kroć krwie z niego wypłynęło”8. Uważał, że człowiek jest „mniejszym światem”, że w pewnym sensie zawiera wszystko to, co zawiera wielki świat (microcosmos = macrocosmos)9. Cztery elementa („zaczęcia”, zwane niewłaściwie żywiołami) rządzą przyrodzoną „wilgością” człowieka. „Wilgość” ta dzieli się na na część wodną i tłustą. Częścią wodną panuje element ziemi i wody, częścią tłustą – ogień i wietrzność (powietrze)10. Każdy element ma sobie podległą „wilgość”: ogień panuje nad krwią (sanguis), wietrzność panuje nad jasną żółcią (bilis), ziemia panuje nad flegmą, woda panuje nad potem, łzami, śliną i innymi wilgościami, „z drugich pomocami”. Zakażenie tych czterech cielesnych wilgości nazywa cholerą (zrumienienie krwi) lub melancholią (zaziębienie wilgości). Ziemia rządzi się czterema własnościami: siarki, nitrzyny (chłodnej, wietrznej, sal nitrum, saletra), słoności (soli) i hałunu. Siarka („dusza”) rządzi krwią i sprawuje w niej ciepło. Nitrzyna panuje wodnymi sferami oraz „lekie ciepło sprawuie ie ku płodowi” i przepędza z człowieka zbytki przez rozmaite otwory ciała. Sól służy pypciowi (flegmie). Hałun służy wodzie.

W alchemicznej medycynie ciekawy wątek stanowią trzy rośliny, którym alchemicy przypisywali cudowne właściwości lub też takie, które kojarzono z mitem alchemicznym. Są to przede wszystkim: mandragora (Pokrzyk), Rosiczka i Przywrot (alchimilla).

wisielecO mandragorze lud powiadał, że wyrasta tam, gdzie padnie kropelka spermy wisielca, jeśli za życia był on prawiczkiem; miał też pokrzyk mieć korzeń w kształcie człowieka11. Rzecz jednak ciekawa, kiedy przyjrzymy się uważnie karcie taroka pod nazwą wisielec, okazuje się, że nie jest on powieszony za szyję, ale za nogę. Czytelnik raczy sobie teraz odwrócić książkę do góry nogami. Proszę zwrócić uwagę, że wisielec ma całkiem przyjemny wyraz twarzy i sprawia wrażenie, jakby chodził po ziemi. Otaczają go dwa drzewa, których konary są dziwnie zwieszone w dół. Analiza rysunku prowadzi zatem do wniosku, że przedstawia on człowieka jako odwrócone drzewo. Jego nogi, to gałęzie. Jego głowa z bujną czupryną symbolizuje korzeń, zatopiony w niebie. Człowiek w alchemii jest bowiem odwróconym drzewem. Nasienie życia czerpie z „nieba” i wyrasta z tego nasienia, niczym ziemskie zioło, które czerpie z ziemi żywotne soki.

Rosiczka miała być dla alchemików zielem nieśmiertelności miała leczyć wszystkie możliwe choroby i zachowywać człowieka od śmierci aż do dnia sądu ostatecznego. Naśmiewał się z tych poglądów Syreniusz, jednak gwoli zaspokojenia ciekawości czytelników, podał w swym Zielniku dosyć absurdalny przepis na wyciąganie z tego ziela, piątej esencji (kwintesencji)12. Przepisu jak się zdaje nie zrozumiał, gdyż był to przepis o charakterze metaforycznym. Alchemików nazywał „niebopiekielnymi mistrzami”.

Trzecim zielem, które miało u alchemików wielkie poważanie, był Przywrot. Na jego liściach często można zauważyć zbierające się rankiem krople wody, powstające w wyniku glutacji, czyli aktywnego wydalania wody przez roślinę specjalnymi szparkami. Otóż te właśnie krople wody stosowali alchemicy do produkcji „wody niebiańskiej”, która miała być jednym ze składników tak poszukiwanego kamienia filozoficznego13. Czy istotnie tak było, trudno orzec. Być może badania tej wody wykazałyby obecność w niej jakichś substancji odżywczych.

Jakub Brodacki

============

1 Feliks Beneveni, Dzieje alchemii, w: „Przegląd Europejski” R. II, t. VI, Warszawa 1863, z. 17, s. 241

2Świadkami słynnych procesów byli rycerze – jak czytamy w źródłach, „prawie stuletni”, „stuletni” oraz ponad stuletni – np. stutrzydziestoletni szlachcic imieniem Parzysz, stupięćdziesięcioletni Bartosz, a nawet dwustuletni lub wręcz czterystuletni! Dzisiejsi gerontolodzy przyjmują, że w sprzyjających warunkach ludzki organizm może dożyć 110 lat. Znane są także zaskakujące znaleziska szkieletów nadzwyczaj długowiecznych osób w Afryce (120 lat). Por. Grzegorz Myśliwski, Starość i długowieczność w Polsce do połowy XVI w. na tle porównawczym, w: „Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” R. XLIX (2001) nr 3 s. 185-186.

Naukowcy zazwyczaj sceptycznie podchodzą do takich rewelacji i szukają „dziury w całym”. Podawane argumenty „contra” opierają się na drobiazgowej analizie sensu słowa „starzec” oraz ogólnym założeniu, że osoba starsza zawyża swój wiek i konfabuluje; względnie ma demencję. Otóż zawyżanie wieku wydaje mi się mało prawdopodobne, gdyż człowiek starszy raczej zaniża swój wiek, a nie zawyża. Słuszne jest założenie, że osoby starsze „zaokrąglają” swój wiek plus-minus 10 lat, ale nie po co innego, aby po prostu o swoim wieku precyzyjnie nie mówić, gdyż sprawia im to przykrość.

Słyszałem od pewnej Czeczenki, że jej dziadek żył 135 lat i był lokalnym „świętym”. Ze wszystkich znanych mi relacji ta wydaje się najbardziej wiarygodna, gdyż pochodzi z ust osoby godnej zaufania. Niestety obawiam się, że dla sceptyka nawet oryginalna metryka urodzenia może być sfałszowana, toteż dyskusja nad wiekiem wydaje się bezprzedmiotowa.

3Krzysztof Chłapowski, Elita senatorsko-dygnitarska Korony za czasów Zygmunta III i Władysława IV, Warszawa 1996, s. 122; Ludwik Zarewicz, Zakon kamedułów. Jego fundacye i dziejowe wspomnienia w Polsce i Litwie, Kraków 1871, s. 162-224.

4 Z wieku XX znalazłem taki artykuł o matuzalemach syberyjskich: „Głos Wielkopolski” R. III nr 354 Boże Narodzenie 1947.

5 Jan Zawidzki, O długowieczności chemików polskich, w: „nauka polska”, t. IV, Warszawa 1923, s. 76-80.

6 Beneveni, dz. cyt., z. 18, s. 485-490.

7 Marcin Siennik, Lekarstwa doświadczone, Kraków 1564, list 11.

8 Tamże, list 14.

9 Tamże, k. 264.

10 Tamże, k. 265.

11 Siennik, dz. cyt., s. 199. Siennik, Herbarz… Kraków 1568, s. 106; Dominika Materska, kamień filozofów, w: „Magia i miecz” nr 5/6 (41/42) 1997, s. 31;Roman Bugaj, Paligeneza i zagadnienie stworzenia homunkulusa, w: „nauka i Sztuka”, t. V, 1947, s. 122.

12 Szymon Syreniusz, Zielnik, Kraków 1613, s. 332.

13 Detlev Henschel, Jadalne dzikie jagody i rośliny, Warszawa 2004, s………

Tagi , , , , , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.