Opłacalność pszczelarstwa – Biznesplany pszczelarzy polskich w XIX wieku

III. Biznesplany pszczelarzy polskich XIX wieku

W problemie opłacalności pszczół dostrzegano następujące główne aspekty: a)karmienie pszczół; b)założenie pasieki; c)rynek zbytu; d) sposób gospodarowania pszczołami. Nie u wszystkich pszczelarzy porady możemy nazwać biznesplanem w pełnym tego słowa znaczeniu, jednak niemal każda książka zawiera pewne zalecenia dotyczące opłacalności.

A. Herman Settegast (tłumaczenie z niemieckiego). W tradycyjnej gospodarce pszczoły roją się co roku w tak wielkiej liczbie, że część rojów trzeba wybijać, by nie zjadły całego wyprodukowanego przez siebie miodu. Można też ewentualnie dokarmiać oczyszczonym cukrem roztopionym i zagotowanym w wodzie, do którego wbija się białko 1 jaja. By zwiększyć produkcję miodu można wynosić kosze z pszczołami do lasu tak jednak, by ich nie trząść i nie oberwać plastrów1. Głównym problemem jest jak widać karmienie i sposób produkcji.

B. Mikołaj Witwicki. Początkowo również i on koncntruje się na problemie karmienia. Zaleca do tego miód, wspomina też o słodzie pszennym lub jęczmiennym (Niemcy dodawali do takiej karmy co najmniej 1/4, 1/5, 1/6 lub 1/8 miodu), o warze z dobrze wygotowanych słodkich gruszek, drobno sproszkowanym cukrze (farynie), który Francuzi mieszają z miodem w proporcji 3:1 oraz o mące kukurydzianej lub bobowej. Naśmiewa się jednak z tych pomysłów, bo cukier trzcinowy zawsze będzie w Polsce droższy, niż miód, a „mąka wszelka i gruszki są tylko dla ludzi dobrym pokarmem”. Pomstuje też na praktykę oblewania ula gorącym miodem lub dodawania do karmy korzonków, gorzałki czy wina. Oblicza, że jeśli w zimę chowa się 100 pni, trzeba na karmienie 50 garncy (200 litrów, 800 kg – licząc z rojami przyszłorocznymi)2. W następnej publikacji doradza tuż po oblocie wiosennym spisanie ile rojów trzeba karmić, ile razy na tydzień, a ile trzeba połączyć dla uratowania im życia. Odradza zakup miodu u Żydów, bo jest zanieczyszczony mąką i substancjami szkodliwymi dla pszczół. Dopuszcza domieszkę faryny. Każdy pień ogołocony z żywności wymaga 1 funta miodu (1/4 kwarty3) a dwa funty cukru, ponieważ jednak cukier z miodem mogą wywołać u pszczół biegunkę, należy domieszać pierzgi4. Dopiero w 1829 roku Witwicki przedstawia teoretyczny biznesplan. Koszty i dochody rachują się przez kilka a nawet kilkanaście lat. Najważniejszy jest wybór miejsca pod pasiekę i pasiecznik, który ma być czujny, pilny w najdrobniejszych szczegółach i stale baczący co się dzieje. Teoretyczny kosztorys kalkuluje się następująco:

8-letnie dochody z wosku i miodu

+

zyski ze sprzedaży młodych rojów

wydatki na pasiekę

:

liczbę lat

=

100% nakładów/100% przychodów

W dobrym roku zysk wypadnie dopiero po 9 latach, w miernym – po 10, w nędznym – po jedenastu. Ponadto zaleca Witwicki ule – bezdenki5. W swej ostatniej pracy po polsku Witwicki zajmuje się pszczelą makroekonomią. Wg obliczeń rządowych na terenach Rzeczypospolitej w granicach z 1772 roku znajduje się obecnie 4’625’000 pni pszczół. Pożytków na tym samym obszarze starczyłoby na 25’500’000 pni, zatem „niedostaje” 20’875’000 pni. Licząc dochodu z pnia 10 złp („po zagranicznemu”), Polska „traci” na tym 208’750’000 złp, a w 10 lat – 2’087’000 złp6. Obliczenia te pochodzą ze średniej ceny miodu wyliczonej z kilku lat poprzednich, zaś dochody roczne dzielono przez liczbę pni na śmierć wybitych, podebranych, wymarłych z głodu lub innych przygód.

 tabela nr 003

W pasiekach dworskich dochód jest mniejszy, bo pasieka powierzona jest w ręce pasieczników, natomiast o wiele więcej dochodu przynoszą 100-pniowe pasieki chłopskie, mieszczańskie czy drobnoszlacheckie.

tabela nr 004

Na Ukrainie, Podolu, Wołyniu dochody z pszczół każdego roku wynoszą kilkanaście – kilkadziesiąt złotych dochodu, więc trudna sytuacja pszczelnictwa w Królestwie jest tylko wynikiem niedostatecznej oświaty. Liczba rojów powinna wynieść 25’500’000 pni. Dochód roczny z udoskonalonego ula polskiego mógłby wynieść ryczałtem 4 złp. Dochód roczny dla całego kraju wyniósłby 102’000’000 złp, a dziś przynosi tylko 11’500’000 złp. Polska traci na tym 90’500’000 złp. Gdyby jeszcze ulepszono grunta (osuszono bagna, założono więcej ogrodów) wówczas mogłoby być w Polsce 30’000’000 pni pszczół, co przynosiłoby 120’000’000 złp dochodu. Według nauczyciela akademii lwowskiej Kuraita, dochód ten mógłby sięgnąć zawrotnej cyfry 255’000’000 złp, jednak zdaniem Witwickiego jest to cyfra grubo przesadzona7 i trzyma się on swojej „średniej drogi”.

Powyższe obliczenia przypominają trochę rojenia redaktorów „Sylwana” o nadzwyczajnych zyskach z oświeconego pasiecznictwa leśnego, z tą jednak poważną różnicą, że Witwicki przedstawia plan specjalizacji polskiego rolnictwa na produkcję pszczelną i w skali całego kraju – odrodzonej Rzeczypospolitej – i rozmyśla nad przyszłymi źródłami potęgi gospodarczej niepodległej Polski. Dalsze rozważania Witwickiego zdają się już być całkowicie rzetelne, bowiem dotyczą rynku zbytu. Funt (405,504 gr) miodu kosztuje w Niemczech najwyżej 20 groszy, podczas gdy funt cukru trzcinowego – aż 3 złp. W czasie wojny francusko-angielskiej z powodu zbyt wysokiej ceny cukru, nastąpił nawrót do miodu. Majętny kmieć lub rzemieślnik spożywa w Niemczech 10 garnców (40 litrów) miodu w ciągu roku. W 1813 roku Francja kupiła za granicą wosk wartości kilkudziesięciu milionów złotych. Niemcy kupują wosku rokrocznie za kilkadziesiąt milionów złotych. Możnaby też liczyć na rynek turecki [tradycyjnego sojusznika staropolskich republikantów], bo ostatnio greckie pasieki podupadły. Transport jest tym łatwiejszy, że niedaleki – do Turcji przez Odessę, na Zachód – przez Gdańsk8, a rzecz w tym, by odbywał się bez pośredników (chodzi tu głównie o Żydów ale być może także o Prusaków…).

Dalsze interesujące rozważania dotyczą rynku wewnętrznego. Tym razem żydzi występują w roli bohaterów pozytywnych, miód bowiem ma ten przywilej, że nie traci koszerności będąc w naczyniu przeznaczonym dla chrześcijan. 500’000 polskich żydów spożywa 1,5 garnca (6 litrów) rocznie, co daje 750’000 garnców (3’000’000 litrów) w skali całego kraju. 12’000’000 polskich chrześcijan spożywa 1/2 kwaterki (0,012 litra), co daje 375’000 garnców (1’500’000 litrów). Na sycenie zużywa się miodu 200’000 garnców (800’000 litrów – najwięcej piją Żydzi, mieszczanie i rzemieślnicy). Dla innych potrzeb: 300’000 garnców (1’200’000 litrów). Razem daje to 1’675’000 garnców (6’700’000 litrów). Każdego roku wywozi się kilkanaście tysięcy półbeczków za granicę9. W miejsce cukru można używać syropu miodowego. Każdy Żyd żonaty i wdowiec (wyjąwszy żebraka) jest obowiązany w tzw. sądny dzień Jomkipor dwie świece woskowe palić przez 24 godziny tak, ażeby jeszcze zostało wosku na nowe świece plecione na Kuczki. Pobożna wdowa żydowska zapala także w tym dniu dwie świece. Na każdego Żyda można więc liczyć 2 funty (811,008 dag) wosku na ten jeden dzień. „Bogacze, a do tego husyci [?] robią na ten dzień świcę ważącą dwa i więcej funtów”. A zatem na Jomkipor potrzebują wosku 1’000’000 funtów(405’504 kg). Każdy żyd i żydówka powyżej 13 lat, mają obowiązek zapalić w dniu śmierci ojca i matki świecę, która w czasie nabożeństwa i jeszcze 24 godziny ma się palić, a w całej Polsce zużywa się do tego 150’000 funtów (60’825,6 kg) rocznie. 6’000 świątyń chrześcijańskich (cerkwii i kościołów) zużywa 120’000 funtów (48’660,48 kg) wosku. Ponadto włościanie na Rusi przynoszą do kościoła świecę w dniu świątecznym, co daje 100’000 funtów (40’550.5 kg) wosku. Bractwa (konfraternie kościelne i cerkiewne) kupują corocznie 150’000 funtów (60’825,6 kg) wosku do asystencji w nabożeństwach, procesjach, pogrzebach i innych ceremoniach. 1’000 aptek w Polsce potrzebuje wosku do maści co najmniej 7’000 funtów (2828,528 kg). Wosk blichtowany (bielony) na światło jarzące do kościołów, na gromnice, na pochodnie, na stoczki, na świece domowe daje 120’000 funtów (48’660,48 kg), skupowanych przez 20 krajowych „blichów”. W jubileuszowym roku 1826 zabrakło w niektórych blichach jarzącego światła. Stolarze, rymarze, szewcy i inni rękodzielnicy używają w kraju (dodając rozchód na wycieranie posadzek) najmniej 25’000 funtów (10’137,6 kg). Roczny rozchód wosku „w prowincjach polskich” wynosi więc 1’572’000 funtów (637’452,288 kg) wosku, co jest porównywalne do rocznego rozchodu wosku w największych metropoliach: Wiedniu, Paryżu czy Londynie. Ponadto na sprzedaż za granicę wywożą Żydzi 150’000 funtów (60’825,6 kg) rocznie. Nie ma co, w interesie pszczelarzy niewątpliwie leżał pokój między wszystkimi religiami!

Możliwości produkcyjne w najlepszym roju i w dobrym roku wynoszą 70 funtów (28,38528 kg) miodu i 1 funt (405,504 gr) wosku, a wosk jest siedmiokrotnie droższy, niż miód. Przez zaniedbanie pszczelarstwa w Polsce miód i wosk systematycznie drożeją: w roku 1829 garniec (4 litry) miodu kosztował 26 złp. Miodu brakuje, a przecież kapusta przyprawiona olejem bez miodu nie zdrowie chorym ale „recydywę albo śmierć przyśpiesza”. Wiele postnych posiłków dawniej okraszano miodem i popijano miodem, ale dzisiaj nie starcza go na to10.

Gospodarze mający słabe wyniki powinni sprzedawać miód w większych polskich miastach przed świętem Haman u żydów albo też dopiero latem na smażenie owoców, robienie wiśniaków, malinników itp, bowiem w tych okresach miód jest najdroższy. Mały zbiór wosku trzeba sprzedać przed sądnym dniem (Jomkipor) u żydów albo wiosną przed jarmarkiem lipskim – kupcom. Kto ma stosunki z panami eksportującymi produkty pszczolne, może razem z nimi małą ilość posłać.

Natomiast ci, którzy uzyskują miodu i wosku za kilkanaście – kilkadziesiąt tysięcy złp powinni go spieniężać za granicą. Mogą to robić wspólnie z innymi lub dokupić więce, żeby trud samodzielnego handlowania na pewno się wynagrodził.

Zaleca się także sycenie miodu, robienie wiśniaków, malinników lub derenniaków. W domu można też blichtować wosk na światło jarzące.

Witwicki zaleca też spekulację miodem, bo w złe lata – jeśli się ma zapas – można go dobrze sprzedać w Brynie, Pradze i Wiedniu. Trzeba też nauczyć się kultury picia i najmocniejsze miody zostawiać dla wnuków, wtedy bowiem dopiero nabierają największej wartości na stole i na rynku11

W Niemczech kmiecie i rzemieślnicy kupują najwięcej miodu, należy więc sprzedawać na ten termin. Przed Ramazanem u Turków przypadającym w lecie, trzeba wcześnie z miodem stanąc w ich miastach. Ponadto warto wiedzieć, że zagraniczni kupcy wcześniej zbywają miód niż wosk i czasem zachowują wosk aż do wiosny. Zakupują go w największych ilościach Anglicy i Francuzi, a jest ceniony czasem aż tak bardzo, że w biednych latach na jarmarku lipskim zastępuje pieniądze!12

Ważną częścią budżetu są ponoszone koszta. Dla pielęgnowania obecnej liczby pszczół by choćby „lichą odnieść korzyść”, potrzeba co najmniej 120’000 ludzi w skali całej Rzeczypospolitej, jednak latem – gdy pszczoły się najczęściej roją – większości rąk potrzeba do sianokosów i żniw. Należy więc promować pasieki większe, w których pasiecznik zajmowałby się 150 rojami, a bartnik – 50. Podczas rójki pasiecznik potrzebuje na 2-3 tygodnie jednego – dwóch pomocników do zbierania rojów. Zakładając rozwój pszczelnictwa, potrzeba w przyszłości blisko 160’000 pasieczników i bartników (oderwanie tych ludzi od innych robót to niewielki uszczerbek dla 11’500’000 ludzi w prowincjach polskich). O ile w krajach bogatych płaci się pasiecznikowi 1’000 złp, o tyle w Polsce wystarczy 100 złp. Pasiecznik jednak może się też zajmować innym zawodem: może być szewcem, tkaczem, krawcem, bednarzem, kołodziejem itp, nawet w czasie rójki – jeśli tylko jest gotów do zbierania rojów, zaś cała zima, większa część wiosny, lata i jesieni pozostają dla jego rzemiosła właściwego. oczywiście lepszym pasiecznikiem jest rzemieślnik, niż chłop, bo nie próżniacząc nie zamyśla kradzieży. Jednak włościanie są niejednokrotnie tak ubodzy, że ziemianie muszą ich karmić, odziewać i podatki za nich płacić – lepiej więc, dać im szansę w pasiece13.

W dalszych rozważaniach Witwicki przedstawia projekt reformy pszczelnictwa. Należy więc ułatwiać i upowszechniać wywóz produktów pszczolnych za granicę, zachęcać ubogich do pszczelnictwa (np w ten sposób, by daniny pszczele brać w miodzie lub w pieniądzach, a nie w pniach, i chronić bartników) i zaprowadzić pasieki wspólne czyli gromadzkie (coś w rodzaju spółdzielni?)14. Jego ostatnia publikacja po polsku stawia go w rzędzie wielkich pszczelarzy polskich, a jego wszechstronne poszukiwania możliwych źródeł zarobku są imponujące.

C. Tytus Dzieduszycki. Ukrywający się pod pseudonimem Philopolskiego Dzieduszycki zasłużył się dla biznesu pszczelarskiego tłumaczeniem węgierskiej książki Czaplovica, w której Węgier ten podaje projekt Ehrenfelsa założenia… pszczelnego towarzystwa akcyjnego! Towarzystwo założyłoby 30 pasiek po 150 pni. Pasieki znajdujące się 3-4 mile wokół Wiednia miały w przeciągu 9 lat osiągnąć wartość 75’000 ryńskich (300’000 złp, wg Dzieduszyckiego). 500 wspólników wnosiło 200 ryńskich (800 złp) kapitału założycielskiego, co stanowiłoby 1 akcję. Po 9 latach każda akcja warta byłaby 1’500 ryńskich. Każdy akcjonariusz byłby zatem bogatszy o 3’150 ryńskich (12’600 złp).????

Tyle w folderze reklamowym. Zaś biznesplan przedstawiał się następująco: ponieważ 500 wspólników wniosłoby po 200 ryńskich, kapitału założycielskiego byłoby 10’000 ryńskich (40’000 złp). Za tę sumę założonoby 6 pasiek po 100 pni. Za plac pod pasiekę płaci się 800 ryńskich (3’200), co w sumie wynosi 4’800 ryńskich (19’200 złp). Każdego roku pasieka pomnaża się o 50 pni, wobec tego już w pierwszym roku każda pasieka ma 150 pni, z czego 100 pni do rojenia i 50 pni na miód. Z każdych 100 pni rojowych można się spodziewać najmniej 120 rojów w każdym roku, gdyby zaś pszczoły w złym roku nie chciały się roić, miód można przenieść dla pszczół miodowych. Z pasieki 150-pniowej uzyskuje się na św. Michała 50-60 funtów15czystego miodu na 75 pni, a w każdym roku z każdej pasieki uzyskuje się 1’490 ryńskich – 1 cetnar (40,55 kg) miodu kosztuje 20 ryńskich (80 złp).

Trzeciego roku zaczęłyby się inwestycje: nowe pasieki.

tabela nr 005

Koszty uzyskania przychodu dla 1 paieki były następujące: zakup gruntu: 800 ryńskich; płaca dla pasiecznika: 180; płaca pomocników w czasie rójki: 30; przewóz pni na hreczowisko: 80; inne wydatki: 50, czyli w sumie 1’140 ryńskich dla nowej pasieki. Dla starej pasieki koszt wyniósłby już tylko 340 ryńskich ale do kosztów ogółem doliczyć trzeba płacę dla dozorcy pasiek od 2 roku (500 ryńskich rocznie) i 2 mieszkania dla dozorcy każde po 3’000 ryńskich.

 tabela nr 006

Podsumowując, od przychodu odejmujemy koszty, a z dochodu dodatkowo odliczamy premię 10% dla pasieczników w starych pasiekach i uzyskujemy zysk netto. Biznesplan pomyślany jest tak, by przychody w całości pokrywały koszty, nie uszczuplając zysku akcjonariuszy. Inwestycje prawdopodobnie odbywały się w sierpniu (kiedy założenie nowej pasieki jeszcze jest możliwe), kiedy było już wiadomo, że rok obrachunkowy zakończy się 29 września (św.Michała) pomyślnie.

tabela nr 007

Po 9 latach Towarzystwo miałoby 30 pasiek, każda po 150 pni (czyli 4’500 pni), rachując po 10 ryńskich przychodu z pnia daje to 45’000 ryńskich (w praktyce spółka przynosiłaby 44’700 ryńskich przychodu). 30 miejsc na pasieki z mieszkaniem dozorcy czyni 30’000 ryńskich, zatem spółka osiągnęła wartość 75’000 ryńskich (74’700) do podziału.

tabela nr 008

Na każdą akcję przypada zatem 1’500 ryńskich kapitału (1’490). Każda akcja dała 1’607 reńskich16 przez 9 lat17.

Zysk takiego Towarzystwa byłby amortyzowany wspólnie, więc ryzyko dla każdej pasieki byłoby mniejsze18. W ogóle projekt jest wzorcowy także dla czasów dzisiejszych, przy czym oczywiście należałoby więcej pni przeznaczyć na produkcję pszczelą, a znacznie mniej – na rojową. Projekt nie przewiduje też wydatków na promocję.

D. Józef Izajasz Nagórski. Profesor szkoły na Marymoncie proponował natomiast biznesplan dla pasieczników indywidualnych. W pierwszym roku pasieki nie należy liczyć na zyski, a tylko pomnażać pszczoły (jest ich, wg Nagórskiego, 6-10 tys. w ulu). zakładając, że w 2 roku jest 100 uli, to pod koniec roku trzeba uli składanych 50, po połączeniu rojów słabszych. Tym sposobem w ulu (koszu) miałoby być 20’000-24’000 pszczół. W 2 roku jest 150 pełnych uli, „jeżeli nadzwyczajne nie zajdą przeszkody”. W roku 3 można mieć uli już 300, w czwartym – 600. Ponieważ w okolicach Warszawy za jeden ul prosty, w którym jest 6-10 tys. pszczół, zapłacić trzeba 30-40 złp. Licząc średnio 36 złp (po odtrąceniu 4 złp za sam ul), można po 10 latach mieć przeszło milion złp, do owego bowiem czasu można się doczekać 38’400 ulów („ieżeli nadzwyczajne przeszkody nie uczynią różnicy”). Pasieka 300-pniowa, wydając co roku 300 rojów, może zarobić 36 złp na każdym roju co daje 10’800 złp rocznie.

tabela nr 009

Według doświadczeń Riem’a 1 ul średnioobsadzony potrzebuje 26-29 funtów (10,543104 – 11,759616 kg) miodu na zimę. Według doświadczeń Ehremfelsa (cytuje go też Czaplovic) z 1 ula średniej dobroci można uzyskać 50 funtów (20,2752 kg) miodu. Według spostrzeżeń własnych Nagórskiego ul z dobrymi pszczołami (w miejscu obfitej paszy) daje 21-32 funty (8,515584 – 12,976128 kg). Przeto w pasiece liczącej (4 roku) 300 ulepszonych uli, można uzyskać 600 garnców (2’400 litrów) miodu rocznie. Garniec miodu zmieszanego nawet z woskiem, kosztuje w Warszawie najmniej 8 złp co po pomnożeniu przez 600 daje 4’800 złp rocznie. Gdyby mieć 128 pasiek, możnaby zarobić 614’400 złp rocznie, a jeszcze więcej – gdyby odłączać wosk od miodu i wyrabiać miód na trunek i cukier19.

E. Józef Strumiłło. Biznesplan Strumiłły wygląda następująco: 1 roku nabyć 10 leżaków lub stojaków i pomnożyć z rojów do 20 ulów, jeśli tylko rok jest dobry, 2 roku rozmnożyć do 40 ulów, 3 – do 80, a 4 – do 160. Jeden średnio osadzony ul potrzebuje 2 garnce (5,6464 litra20 miodu na zimę ale daje miodu więcej, niż 2 garnce. Produkcję miodu na pasiekę 160-pniową w dobrym miejscu oblicza na 2 garnce czyli 320 garncy. Ponieważ 1 garniec miodu przyniesie 1 rubel srebrny (6 złp 20,14 groszy), przychód wyniesie 320 rubli (około 2’134 złp). Jednak zysk netto można liczyć dopiero po kilku latach21.

F. Paweł Eustachy Leśniewski. jego nazwisko wiąże się z popularyzacją metody uli przewiewnych Abglika T.Nutta. Nutt w roku 1826, 27 maja, zebrać miał z 16 ulów 54 funty (21,897216 kg). 9 czerwca t.r. zebrał jeszcze 56 funtów (22,708224 kg), 10 czerwca – 14,5 funta (5,879808 kg), 12 czerwca – 60 funtów (24,330,24 kg) i 13 czerwca 52 funty(21,086208 kg), a więc w sumie: 296,5 funta (120,231936 kg) miodu, czyli 7,514496 kg z każdego ula. Ul przewiewny daje dochód 4,5 razy większy niż ul rojny. Ul zwyczajny zużywa aż 108-128 funtów miodu, a przewiewny – tylko 28-34 funty (jeśli 1 funt miodu kosztuje 20 groszy, to oszczędność wyniesie 80-94 funty czyli 53-62 złp). Koszt ula przewiewnego jest porównywalny z kosztem ula klocowego. 16 ulów przewiewnych daje tyle, ile 60 ulów zwyczajnych. Na 60 ulów zwykłych trzeba 1730-2075 funtów (701,521120 – 841,4208 kg) miodu (1/3 zbioru), dla 16 ulów przewiewnych – tylko 460-550 funtów (186,53184 – 223,0272 kg), są więc o 846-1013 złp tańsze. Na dodatek miód jest wolny od zanieczyszczeń, ma więc wyższą wartość na rynku22, natomiast miód zanieczyszczony zyskał nawet niepochlebną nazwę „polskiego”, bo zawiera plastry stare, nowe, z chlebem pszczelim, zalążkami i wielu pszczołami startymi na miazgę zapakowanymi w beczkę23.

F. Wilhelm Karl Putsche. Zysk oblicza na 30-40%, zaś w dobre lata może być nawet 75%. Dobry ul może przynieść 14-16 kwart (14-16 litrów) miodu po 2,5 funta (1,01376 kg na 1 kwartę) oraz 2 funty wosku. Jeżeli kwarta miodu warta jest 2 złp 12 gr, a 1 funt wosku – 1 złp 24 gr, to daje to 42-5 złp z ula. Jest to zysk rzędu 96-97%. W latach gorszych wosk przynosi tylko 12-15% zysku – ale takie lata przypadają tylko 3 na 4024.

G. Tadeusz Sulżyński. Dosyć mętnie liczy że na 184 rubli srebrnych kapitału, otrzymuje się 144 rubli, czyli ok 78%. Licząc dwa lata razem obiecuje ok. 147% zysku, czyli około po 73% na rok w latach złych dla pszczół: 1840-184125.

H. Inni autorzy. W miarę upływu lat coraz mniej znajdujemy w podręcznikach pszczelarskich biznesplanów, a coraz więcej proponowanych ulepszeń produkcji. Autorzy wspominają jednak o wymiarze zysków. I tak na przykład w polskim wydaniu Francoisa Huber’a czytamy, że Rosja wywozi 12-15 tys. pudów wosku (196’570,8 kg – 245’713,5 kg) rocznie. W roku 1793 z miodu pochodzącego z ziem polskich, z ziem nad Oką, Donem i z głębi Rosji, miała Rosja 383’000 rubli (ok.2’553’333,333 złp), zaś z samego tylko eksportu wosku i świec woskowych – 378’090 rubli26 (ok.2’520’600 złp). Jan Sikorski przekonuje „ziomków swoich” by koniecznie wzięli się za pszczelarstwo, bowiem żadna inna gałąź gospodarcza nie przynosi tyle z włożonego niewielkiego kapitału, co hodowla pszczół. W przeciągu kilku lat dojść można do wielkiego bogactwa, a z każdego ula zawsze można w roku kilka złotych otrzymać27. Antoni Kremer pisze, że dochód z pszczół jest dla mieszkańców na Podolu, Ukrainie i Wołyniu tak znaczny, że opłacają z niego wszelkie podatki, mają dosyć na domowe potrzeby i wyposażają dobrze swe dzieci. Hodowlą zajmują się tam bezrolni chłopi mający po 50 i więcej uli, zaś właściciele ziemscy i dzierżawcy folwarków mają ich kilkaset albo ponad 1’000, z których zbierają 100 beczek miodu ważących 200 i więcej funtów, wartości przeszło 3’000 talarów. U księdza Dzierżonia – pisze Kremer – w dobrych latach 365 rojów daje miód i wosk za ponad 1’000 talarów28. Z kolei słynny nauczyciel Julian Lubieniecki budzi wyobraźnię uczniów swoim tegorocznym dochodem z pasiek: każdy pień dał mu 20 października 1859 roku 5 ryńskich czystego dochodu (20 złp) i zaleca, by miód sprzedawać nie hurtem, lecz sycić go29. Ostatni na tej liście lakonicznych plasuje się Antoni Żmudziński ze słuszną konkluzją, że „Wosk i miód zawsze mają wiele pokupu”30.

1 Hermann Settegast, Nauka o pszczołach w sposobie pytań i odpowiedzi, Warszawa 1809, s.107-131.

2 Mikołaj Witwicki, O karmieniu pszczół…, Wilno 1818, s.2-5, 18-19.

3 W Pszczolnictwie polskim… Witwicki pisze natomiast, że 1 kwarta polska z miodem ma masę 3 funtów I 13 łutów (s.156).

4 Mikołaj Witwicki, Środki ratowania pszczół…, Warszawa 1827, s.6-13.

5 Mikołaj Witwicki, O wielkości dochodów…, Warszawa 1829, §1 s.4-5 i §2 s.12.

6 Mikołaj Witwicki, Pszczolnictwo krajowe…, Warszawa 1829, s.117-124.

7 Tamże, s.136-141.

8 Tamże, s.143-153.

9 Być może chodzi o połowę litewskiej beczułki do zboża, czyli 203’270,3 cm kubicznych.

10 Tamże, s.155-162

11 Tamże, s.283.

12 Tamże, s.165-168.

13 Tamże, s.172-177.

14 Tamże, s.212-3 i 265-76.

15 Wg miary polskiej będzie to 20,2752 – 24,33024 kg, wg miary austriackiej od 28,0006 do 33,60072 kg. Przy wydajności dalej podaję wg wagi polskiej.

16 Według Dzieduszyckiego 1 reński odpowiada 4 złotym polskim, zatem zysk wynosi 6’428 złp. 24 złotych reńskich wybijano z 233,8555 gr srebra (grzywna kolońska), czyli 1 ryński zawierał 9,743979167 gr srebra. W 1821 roku 1 grosz polski zawierał 0,092 gr srebra, zaś złoty teoretycznie wart był 30 groszy. Zatem 1 ryński odpowiada 3,530427234 złotego, czyli 1 akcja przyniosła 5’637,396565 złotych.

17 Czaplovic podaje inaczej doliczając procenty od kapitału. Wg niego każda kacja przyniosła 1’650 ryńskich.

18 Czaplovic, O chowie pszczół w ulach podwójnych, Lwów 1821, s.87-96.

19 Józef Izajasz Nagórski, Pszczelnictwo…, Warszawa 1830, s.30-38.

20 Garniec litewski mały to 2823,20 cm kubiczne, czyli 2,82320 litra.

21 Józef Strumiłło, Pszczelnictwo ogrodowe czyli domowe…, Wilno 1837, s.119-122.

22 Paweł Eustachy Leśniewski, Nowa przewiewna metoda chowu pszczół…, Warszawa 1838, s.67-72.

23 Tenże, nauka chowu pszczół…, Warszawa 1843, s.256-7.

24 Wilhelm Karl Putsche, Nauka chodowania pszczół…, Kraków 1839, s.5-6.

25 Tadeusz Sulżyński, Nowy pasiecznik, Berdyczów 1842, s.129-131.

26 Francois Huber, Krótka nauka o chodowaniu pszczół…, Poznań 1844, s.43.

27 Jan Sikorski, Przewodnik do hodowli pszczół…, Wilno 1854, s.5-6, 16.

28 Antoni Kremer, Sposób najkorzystniejszy chodowania pszczół…, Poznań 1855, s.X I XIII.

29 Julian Lubieniecki, dokładna praktyczna nauka dla pasieczników…, Lwów 1859, t.I, s.5-7, t.III, s.187-8.

30 Antoni Żmudziński, Wyciąg z nauki pszczelnictwa…, Leszno 1854, s.4.

Tagi .Dodaj do zakładek Link.

2 odpowiedzi na „Opłacalność pszczelarstwa – Biznesplany pszczelarzy polskich w XIX wieku

  1. Inka mówi:

    Moj wuj ma ule, dosypuje pszczolom cukier, ale nie wiem czy taki miod jest cos wart?

    • alchymista mówi:

      To zależy. Jeśli daje cukier w okresach bezpozytkowych (gdy nic nie kwitnie), to w porządku. Wtedy pszczoły utrzymają się przy życiu, bo po miodobraniu prawie nic im nie zostaje. Jeśli natomiast permanentnie karmi cukrem – to jest to oszustwo. W dodatku pszczoły permanentnie karmione cukrem robią się złośliwe, bo nagle dostają „zastrzyk” energetyczny i zaczynają wszędzie węszyć w podnieceniu gdzie jest źródło tej słodyczy, więc jest to ryzykowne dla samego pszczelarza i sąsiedztwa.
      Największy problem jest z miodem wrzosowym, którego jest bardzo mało na ogół. Zdarzają się przypadki podkarmiania cukrem, jak słyszałem. Natomiast miód rzepakowy ma kolor biały z natury, więc nie trzeba kojarzyć go z cukrem.