Opłacalność pszczelarstwa – pszczelarstwo i handel produktami pszczelnymi

II. Pszczelarstwo i handel produktami pszczelnymi

A. Problemy ekologiczno-społeczne. Po ostatnim rozbiorze polski władze zaborcze pruskie i rosyjskie próbowały odwieść bartników od chowu pszczół w lasach, kładąc nacisk na zwiększenie pasiek przyzagrodowych. Gospodarka leśna – upaństwowiona i włączona do przemysłu – zmierzała w stronę stopniowej racjonalizacji i podporządkowaniu jej wymogom maksymalizacji zysku. Bartnicy – korzystający nieraz z najdorodniejszych drzew i uniemożliwający ich wyrąb – stali się oto nagle (po setkach lat przyjaznej symbiozy) pasożytami lasu i szkodnikami.

Nie sposób jeszcze mówić o „militaryzacji” gospodarki w latach 30-tych XIX wieku, niewątpliwie jednak dzisiejsza niezdrowa struktura lasów w wielu regionach Polski, odziedziczona jest po mocarstwach zaborczych. Rabunkowa gospodarka pruska doprowadziła do tego, że w Borach Tucholskich przy tylko trochę bardziej suchej pogodzie wybuchają pożary, które są np nie do pomyślenia w sąsiednich lasach liściastych (środkowe Pomorze). Trzeba też jednak przyznać, że właśnie Niemcy jako pierwsi opamiętali się i już z końcem XIX wieku prowadzili pierwsze eksperymenty ekologiczne, zmierzające do przywrócenia naturalnej (ale nie pierwotnej) struktury lasu1.

Natomiast na gruncie polskim, w warunkach pełnej autonomii gospodarczej Królestwa, wszystko sprawia wrażenie jakiegoś imperializmu prowincjonalnego lub wręcz zaściankowego. Jest prawdą, że bartnicy przez zbytnie podkurzanie, niejednokrotnie wzniecali pożary2. Jednak redaktorzy ówczesnego czasopisma leśnego „Sylwan” próbowali zracjonalizować swą niechęć do bartników. Usiłowali udowodnić, że oświecone pszczelarstwo leśne może przynieść przeszło 14,5-krotnie więcej zysków, niż dotychczasowa ciemna i złowroga „dzika” hodowla pszczół. Plan zakładał, że na urzędników leśnych nałożony zostanie obowiązek hodowli pszczół, co dałoby im zyski prywatne, że ule do lasów wolno byłoby wstawiać tylko latem i za opłatą 2 złp, że wreszcie „etatowa [sic!] ilość uli” powinna być „przedmiotem kontroli administracyjnej”. Wszystko, byle nie bartnicy! Przesłanki ekonomiczne całkowicie wydumane, bo niby w jaki sposób mianoby w kilka lat wyuczyć zawodu wszystkich leśników (nawet przydając im pszczelarzy jako nauczycieli), skoro nie każdy się do tego zawodu nadaje, a już leśnik-myśliwy, to na pewno nie hodowca! Najwidoczniej jednak rząd Królestwa bardzo się tym przejął: 20’995 złp z podatków bartnych3 miało wszak zawrotnie skoczyć do 307’780 złp rocznie4.

Żarty na bok. W 1827 roku władze wydały nakaz usunięcia barci z lasów. Rozgorzała walka oświeconych z ciemniakami. Ustawianie barci w lasach zostało obłożone karą 40 złp od sztuki, a stare barcie nakazano usunąć. Na próżno bartnicy powoływali się na swe dawne przywileje, nadania królewskie, biskupie lub magnackie, przedkładali dokumenty, buntowali się. Na próżno znakomity pszczelarz Mikołaj Witwicki przypominał, że „w roku 1812 i dawniej zniszczone zostały w Polsce tak zwane pszczoły domowe”, a „W królestwie polskiem, gdyby się były barcie nie znajdowały, toby trudno w niem było dziś miejscami dostać odrobiny miodu na lekarstwo(…)”5. Na próżno apelował do serc: „Wyginęły przed wieki zwierzęta na tej samej ziemi zrodzone i żywione, których kości z wewnątrz na ziemi dziś wydobyte zdziwiają nas swym ogromem”. Łowcy turów i mamutów byli bezwzględni, a ich zapał ostygł dopiero wtedy, gdy okazało się, że wcale nie przybywa pni w pasiekach przydomowych. Po 1831 roku najgorętszy obrońca bartnictwa Witwicki siedział na zesłaniu w głębi Rosji i publikował po rosyjsku. Od 1837 roku bartnictwo puszczańskie zanikało (4’200 barci), a w latach 50-tych pozostało w lasach ledwo 750 barci.

Oczywiście zanik bartnictwa postępował naturalnie już od początku XVIII wieku, gdyż chłopi woleli mieć pasieki bliżej domu6. Jednak o ile w latach 1827-1842 liczba pni pszczelich w Królestwie zwiększyła się z 94’674 sztuk do 136’722 (nawet pomimo wojny 1831 roku), to już w roku 1843 nastąpił spadek (135’192 pni), a w roku 1846 liczba ta osiągnęła poziom niższy niż w roku 1827 – tylko 93’351 sztuk7. Bez przesady można ten wynik zaliczyć do skutków walki z bartnictwem. Delikatnie mówiąc rząd nie stwarzał dobrej atmosfery dla pszczelnictwa.

B. Produkcja pszczelna. Zdaniem Sobczaka produkcja miodu w 1847 roku prawdopodobnie wynosiła w guberni płockiej – 6’328 kg, guberni warszawskiej – 84’000 kg miodu i przeszło 8’110 kg wosku, w guberni lubelskiej – 271’085 kg miodu i 18’844 kg wosku. Dodaje on przy tym, że liczby te są niedoszacowane.

Średnia wydajność miodu wynosiła w latach 1843-47 około 5,9 kg z 1 pnia. Średnią wydajność pasiek 12 powiatów guberni wołyńskiej w latach 70-tych obliczano na 2,5 kg miodu i 0,6 kg wosku z 1 pnia. Dla zaboru pruskiego średnia wynosiła 5 kg miodu z pnia, przy czym dla ula ramowego – 7 kg, dla zwykłego – 3,7 kg. Dla Królestwa liczono przeciętnie 5 kg miodu z 1 pnia.

Roczna produkcja Królestwa w latach 1827 i 1842 „wyniosłaby” więc 378,7 tys. kg i 546,9 tys. kg miodu, co w przeliczeniu na 1 mieszkańca daje 94 i 118 gramów miodu8.

C. Handel zagraniczny miodem. Handlem zajmowali się prawie wyłącznie Żydzi9. Drogi lądowe były zaniedbane, a rzeczne zamulone i niespławne. Towary sprowadzane przez Prusy nie były tranzytem lecz reeksportem, gdyż kupcy Królestwa nie mieli bezpośrednich kontaktów z zagranicą, a ze względu na brak odpowiedniego przygotowania handlowego i słabości finansowej, musieli korzystać z usług importu niemieckiego10.

Mimo pozorów unii celnej państwa zaborcze stopniowo nakładały jednak cła graniczne11: w 1822 roku Rosja, w 1823 roku – Prusy. Były to cła prohibicyjne, a spowodowane rywalizacją prusko-rosyjską, uderzały obuchem w Królestwo. Wojna celna zakończyła się dopiero w 1825 roku korzystną konwencją handlową w Berlinie: uratowano w ten sposób przemysł ale na rolnictwo nadal nakładano cła. Także Austria w 1820 roku nałożyła cło zaporowe na polskie zboże12, a następnie całkowicie zahamowała eksport Królestwa13. Jedynie z Wolnym Miastem Krakowem stosunki układały się dobrze. W stosunkach z Rosją obrót rolniczy w ogóle nie był chroniony: Królestwo nastawiło się na import zboża z Ukrainy i eksport własnego zboża przez Prusy do Anglii oraz eksport przemysłowy do Rosji, a taryfy celne były obustronnie preferencyjne14. Obrót rolniczy z Rosją był całkowicie swobodny15.

Interesująca jest polska taryfa cła prohibicyjnego przeciw Prusom z 1823 roku. Import cukru nierafinowanego za 1 cetnar (40’550 kg) kosztował 6 złp16, natomiast zakazem przywozu objęto miód przaśny, miód pitny, piwo i wódkę17. Cła wywozowe (od 1824 roku) były dobrze przemyślane: za 1 metr kubiczny miodu w stanie surowym – aż 5 złp 25 gr, natomiast tylko 2gr od 1 centymetra kubicznego w postaci wyrobów (miodu pitnego, octu miodowego, wina miodowego, cukru miodowego itp), podczas gdy dla wódki i wosku liczono 1 gr od 1 korca (128 litrów)18. Wynika z tego, że Lubecki chciał ograniczyć wywóz półproduktu (miodu przaśnego) i skłonić pszczelarzy do sycenia miodu pitnego, a w każdym razie na pewno chronił interesy Żydów, którzy powszechnie trudnili się wyrobem tegoż trunku.

W 1822 roku bilans handlowy miodu nie odbiegał od bilansu handlowego wszystkich produktów Królestwa (2/3 importu, 1/3 importu). Spośród alkoholi jedynym realnie eksportowym towarem była wódka. Strzeszewski sądzi, że jednostronny import artykułów kolonialnych i wina był zupełnie naturalny i spowodowany tym, że są one wytworem innych stref klimatycznych19, jednak z tym właśnie poglądem bardzo zażarcie dyskutowali niemal wszyscy wielcy pszczelarze polscy, którzy sądzili, że zwiększone spożycie wina jest wywołane brakiem na rynku miodu pitnego i wina miodowego, a – jak twierdzono – miód może mieć smak wybornego wina. Moim zdaniem miód w większości pochodził z Litwy, gdzie walka z bartnictwem była mało skuteczna (o ile w ogóle była, bo bartnictwo na Kresach dotrwało aż do II Wojny Światowej!), a Podole i Ukraina miały wręcz wyborne warunki klimatyczne dla pszczelarstwa przydomowego.

 

W latach 1817-1825 w ogóle wzrósł eksport, zmniejszył się też import napojów alkoholowych i towarów kolonialnych. Niestety zwiększał się import miodu.

W późniejszych czasach ograniczano import, aż wreszcie zanikł on zupełnie w drugiej połowie XIX wieku. Było to jednak spowodowane rozwojem cukrowni i obniżeniem ceny cukru na rynku krajowym. Miód importowany był drogi, a przecież używano go niemal wyłącznie do słodzenia. W roku 1840 dowóz miodu i wosku obniżył się do 41% kwoty płaconej średnio za import w trzecim dziesięcioleciu. Miód w tym czasie sprowadzano z Rosji, a wywożono do Krakowa i Prus. W latach 1833-35 sprowadzono z Rosji 256’782 kg miodu i wosku, za które Królestwo zapłaciło 384’925 złp. W latach 1839-40 przywóz miodu miał wynieść o 185 tys. złp więcej, niż eksport (jednak obliczenia Sobczaka nie posiadają rozwiniętej i jasnej argumentacji)20.

Miód krajowy nie miał później konkurencji ze strony miodu importowanego, jednak miał poważną konkurencję ze strony cukru. Dokładając do tego nieumiejętność gospodarowania, widzimy coś w rodzaju błędnego koła. Wojny początka XIX wieku21, walka z bartnictwem, import miodu, a wreszcie ogólne psychologiczne załamanie pszczelarzy (w połączeniu z brakiem jakiejkolwiek bardziej intensywnej produkcji), wyniszczały pszczelarstwo. Dlatego znawcy przedmiotu – praktycy – głowili się nad tymi problemami: najpierw wskazując potencjalne rynki zbytu, później zaś – gdy nadeszła epoka taniego cukru – koncentrując się na zwiększeniu produkcji.

Fortepian – w przeciwieństwie do skrzypiec – nie wymaga dobrego słuchu („na fotepianie może grać każdy głupi”-jak mawiał znany skrzypek profesor Wroński). Cukier może produkować byle chemik czy politechnik, a technologia, po osiągnięciu pewnej rutyny, jest dosyć prosta. Natomiast miód wymaga zamiłowania do przyrody i umiejętnego jej obserwowania. Bez tych miłośników miodu i przyrody pszczelarstwo nie miałoby szans przetrwania.

1 Georg E. Siebeneicher, Podręcznik rolnictwa ekologicznego, Warszawa 1997, s.344-5.

2 “Sylwan” 1827 nr 4, s.403.

3 Por. Bartnictwo, w: Encyklopedia Powszechna Orgelbranda, Warszawa 1860, t.II, s.959.

4 Tamże, 414-20.

5 Mikołaj Witwicki, O potrzebie zachowania…, w: “Gazeta Polska” 1928 nr 30.

6 Leon Karłowicz, Z dziejów oświaty pszczelarskiej w Polsce, Lublin 1993, s.29.

7 Tadeusz Sobczak, Zmiany w stanie ilościowym pni pszczelich na ziemiach Polski środkowej w pierwszej połowie XIX wieku, w: “Kwartalnik Historii Kultury Materialnej” R XI, 1963 nr 2, s.286.

8 Tamże, s.292-3.

9 Czesław Strzeszewski, Handel zagraniczny Królestwa Kongresowego (1815-1830), Lublin 1937, s.26.

10 Tamże, s.46.

11 Tamże, s.67.

12 Tamże, s.69-70.

13 Tamże, s. 110.

14 Tamże, s.100-1.

15 Tamże, s.71.

16 Tamże, s.80.

17 Tamże, s. 73 i 159.

18 Tamże, s.77-8 i 160.

19 Tamże, s.41.

20 Tadeusz Sobczak, Przełom w konsumpcji spożywczej w Królestwie Polskim w XIX wieku, Wrocław 1968, s.181-2

21 Żołnierze zniszczyli w 1812 roku pszczoły na obszarach Królestwa Polskiego i na Polesiu (gdzie ostały się tylko barcie). W Galicji, na Ukrainie, Wołyniu i Podolu pszczelarstwo miało się dobrze, gdyż ziemie te ominęła zawierucha wojenna (por. Mikołaj Witwicki, O wielkości dochodów dobrze urządzonych pasiek w naszym kraju, Warszawa 1829, §2, s.9. Nie wiadomo jakich żołnierzy konkretnie ma na myśli Witwicki ale bardziej od napoleońskich prawdopodobni są Rosjanie).

Tagi .Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.